***
Na zmącone odbicie jeziora
spoglądała dziewczyna jasna niczym księżyc, splatała trzciną swe włosy w luźne
warkocze i zanurzając w wodzie sprawiała że woda była pełna kwitnących lilii.
Wzorzyste kwiaty unosiły się w górę ku niebu pełnemu skrzących gwiazd.
Skrywając tajemnice swego piękna znikały w sekundach mrożąc powietrze.
„Lećcie mojego kwiecie lećcie, szukajcie mi kochanka co zniesie mroczne bory moich dzikich krewnych, co wichry upiorne nie wystraszą, gdy zwierze dzikie zrani a go to nijak nie zgani. Śpiewała tak, jaśniejącym głosem niczym pierwszy brzask wschodzącego słońca.
Młodzieniec mając zaledwie szesnaście wiosen ujrzał istotę niczym ze snu. Zdawała się go przyciągać, wzbudzając dziwne pragnienie porwania i schwytania jej, uwięzienia w ramionach te niewinne nagie ciało.
„Lećcie mojego kwiecie lećcie, szukajcie mi kochanka co zniesie mroczne bory moich dzikich krewnych, co wichry upiorne nie wystraszą, gdy zwierze dzikie zrani a go to nijak nie zgani. Śpiewała tak, jaśniejącym głosem niczym pierwszy brzask wschodzącego słońca.
Młodzieniec mając zaledwie szesnaście wiosen ujrzał istotę niczym ze snu. Zdawała się go przyciągać, wzbudzając dziwne pragnienie porwania i schwytania jej, uwięzienia w ramionach te niewinne nagie ciało.